22.02.2006 r. * Strona "Telewizji Edukacyjnej".© Informacje: Ryszard Czajkowski. Opracowanie: Tomasz Pyć.
Ryszard Czajkowski
Geofizyk, dziennikarz, operator filmowy, pisarz, reporter, publicysta, podróżnik, polarnik, członek The Explorers Club oraz innych organizacji.

"ŚWIAT"
Nr 11 12.03.1967 R.


Pierwszy artykuł
spoza kraju.
Po raz pierwszy południowe koło podbiegunowe przekroczył James Cook w 1773 r., a dopiero pięćdziesiąt lat później uczestnicy wypraw Belingshausena i Palmera zobaczyli kontynent Antarktydy. Od tego momentu upłynęły dalsze 74 lata, nim Christiansen i Borchgrevink wraz z czterema marynarzami spędzili kilka godzin na Antarktydzie. Po pięciu latach Borchgrevink wraca, by spędzić pierwszą zimę na tym kontynencie.

Następnych jedenaście lat to wyścig do bieguna, zakończony sukcesem wyprawy Amundsena i wielką tragedią Scotta i jego towarzyszy. Ta chronologia zdobywania lądu najlepiej świadczy o jego niedostępności i trudnościach, na jakie natrafiają jego badacze.

Polacy
rzadko zaglądali na ten daleki kontynent, warto jednak zanotować, że już w wyprawie Cooka brał udział polski uczony Forster. W 1898 r. w belgijskiej wyprawie brali udział Arctowski i Dobrowolski. Wyprawa ta jako pierwsza zimowała w lodach w bezpośredniej bliskości lądu. Latem 1959 r. siedmiu Polaków pracuje na terenie Oazy Bungera, a w 1966 r. Włodzimierz Chełchowski jako pierwszy Polak zimuje na Antarktydzie w obserwatorium radzieckim Mirnyj.
Następnie w ramach 11 Radzieckiej Antarktycznej Ekspedycji, z własnym programem naukowym, zimuje na stacji Mołodiożnaja trzech polskich geofizyków Maciej Zalewski, Adam Kuchciński i autor tego reportażu. W czasie antarktycznego lata pracował z nami Janusz Molski.
Nasz program naukowy obejmował badania jonosfery i magnetosfery, co na tych obszarach, ze względu na bliskość bieguna magnetycznego Ziemi jest szczególnie interesujące. W programie tym znalazły się również pomiary radioaktywności powietrza i opadów, pomiary własności mechanicznych lodu metodami ultradźwiękowymi oraz zawartości dwutlenku węgla w antarktycznym powietrzu, przy braku zarówno źródeł tego gazu, jak i zieleni, która go pochłania, a więc w bardzo osobliwych warunkach. Okazało się, że zawartość dwutlenku węgla jest tu nieco wyższa niż w Europie. Zajmowaliśmy się też propagacją fal radiowych na trasie Antarktyda - Europa, co miało dla nas praktyczne znaczenie, ponieważ według naszych prognoz Polskie Radio nadawało specjalne audycje, w których mogliśmy słuchać naszych rodzin.

Od pionierskich czasów pierwszych zdobywców zaszły olbrzymie zmiany, psie zaprzęgi zostały zastąpione przez samoloty i pojazdy gąsienicowe. Największe z nich "Charkowczanki" ważą po 42 tony każdy, a ich silniki mają moc 650 KM. Dawne, ciasne domki, ogrzewane piecami węglowymi, zastępuje się domami z aluminium lub płyt wiórobetonowych. Ogrzewa się je elektrycznie. W domach tych stwarza się warunki, w jakich przywykliśmy żyć. Na naszej stacji zimowały 43 osoby. Domy zbudowano na dwumetrowych palach, po to, by wiatr wywiewał spod nich śnieg i w ten sposób uniknięto ich zasypania. Sprawia to wiele kłopotu na innych stacjach, między innymi w Mirnym, gdzie większoć domów przykrywa kilkumetrowa warstwa śniegu. Wbrew ogólnej opinii nie jedliśmy mięsnych konserw, lecz mrożone mięso, mieliśmy kartofle, jarzyny w konserwach i sporą ilość kompotów. Uniknęliśmy w ten sposób awitaminoz i chorób żołądka.

Na stacji funkcjonowała poczta, z której można było nadać radiogram do rodzin i przyjaciół. Zrobiono wszystko, by wykluczyć dawną niepewność, improwizację, niebezpieczną przygodę, a umożliwić systematyczną pracę naukową. Czy wobec tego w pełni zlikwidowano romantykę? Chyba nie. Olbrzymie lodowe obszary. Odległość dwóch sąsiadujących ze sobą stacji radzieckich Molodiożnaja - Mirnyj przekracza 3000 km. Na całym kontynencie, większym od Europy, pracuje zaledwie około 50 stacji naukowych, a tylko kilka z nich zatrudnia ponad 40 osób. Ciężkie warunki meteorologiczne, przy brzegu silne wiatry do 60 m/sek. i mrozy do -40°C, ale w głębi lądu wiatry słabsze, za to temperatury dochodzą prawie do -90°C. Przykra jest też długotrwałość wiatrów; na naszej stacji wiatr ponad 15 m/sek. występował przez 240 dni w roku.



Niespotykane gdzie indziej krajobrazy, ciekawa, choć niebogata przyroda, wszystko to powoduje, że mimo wielkich udogodnień technicznych jeszcze dziś kontakty z przygodą na tym kontynencie nie są rzadkie.Najtrudniejszą sprawą są jednak nie warunki życia, ale pozbawienie kontaktu, poza radiowym, ze światem na przeciąg 9-12 miesięcy w zależności od stacji. Niebanalną rolę odgrywa tu umiejętność współżycia ludzi, którzy dość szybko wszystko o sobie wzajemnie wiedzą i zdają sobie sprawę z tego, jak długi okres jeszcze muszą ze sobą współżyć. Przyjaźnie zawiązane w tych warunkach są bardzo cenne i myślę, że one ułatwiły nam zniesienie osamotnienia, oddalenia od bliskich, umiliły długie dni niepogody i nocy polarnej, w których możliwość wyjścia na powietrze była ograniczona. Chciałbym, by to ostatnie zdanie było podziękowaniem tym, z którymi spędziłem 13 miesięcy, za to, co z nimi i między nimi przeżyłem.

Ryszard Czajkowski

Š Copyright by Ryszard Czajkowski Tomasz Pyć. Wszystkie prawa zastrzeżone. All rights reserved